O tym, co Autora dziwiło i zachwycało: o Bogu, wierze, smutkach, radościach, codziennym i świątecznym życiu w rodzinie, o tym, jak trudno rozróżnić zło od dobra i jak łatwo zobaczyć cud Ks. Jan Twardowski Nie tylko wrona chodzi zdziwionaISBN: 978-83-7516-480-0 Wydawnictwo Święty Wojciech 2012 Oświadczyny O miłości mówimy, słyszymy, śpiewamy, czytamy. Pewna dziewczynka oświadczyła się najpierw wujkowi: Kocham, wujku, tylko ciebie, jak szynkę na chlebie! Potem oświadczyła się dziadkowi: Gdybym była ogrodniczką, dałabym ci kwiat z doniczką. Ale chociaż nie mam kwiatka, bardzo kocham swego dziadka. Na koniec dodała: Kocham pieski, kocham kotki, lecz najbardziej wszystkie ciotki. Pod oknem zaś jej kolega, który miał gitarę, tak wyśpiewywał: Ewo miła, coś mi serce wykończyła! Nic już nie jem, nic nie piję, nie uczę się i tylko wyję! Ale nawet jak dużo mówisz albo śpiewasz o miłości, to wcale nie znaczy, że umiesz kochać. opr. ab/ab « ‹ 1 › » oceń artykuł
ks. Jan Twardowski 36.12 z Serce za serce czyli co to znaczy kochać. ks. Jan Twardowski 37.56 z
Co to jest miłość? I dlaczego jest taka ważna, może najważniejsza? Dlaczego Pan Bóg stworzył rodzinę? Kiedy miłość jest naprawdę, a kiedy na niby? Jak się przekonać, czy umiem kochać? Co to znaczy: kochać bliźniego, albo kochać się wzajemnie? Jak kochać Pana Boga i jak On kocha nas? Wiele jest rodzajów miłości. Wiele pytań o miłość można postawić. Stawiał je również sobie, swoim czytelnikom i swoim słuchaczom Ksiądz Twardowski. Szukając odpowiedzi, podkreślał, że najważniejsze, by we wszystkim kierować się zasadą, której uczy Ewangelia: nie oko za oko, nie ząb za ząb, lecz serce za serce. Podmiot liryczny radzi, by nie żałować bliskim miłości. „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodząi ci co nie odchodzą nie zawsze powrócąi nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą”. Miłość to tajemnica, której nie sposób przeniknąć, kiedy się staje, dzieje, nie podlega Annę Kamieńską poznałem przed wielu laty, w 1955 r. Zaprzyjaźniliśmy się znacznie później, po śmierci jej męża, poety Jana Śpiewaka (zm. 1967 r.). Wcześniej, była to znajomość księdza piszącego wiersze z małżeństwem znanych poetów W połowie lat pięćdziesiątych, gdy jako ksiądz przyjechałem z prowincji do Warszawy, znalazłem w księgarni wybór wierszy mojego ulubionego poety Józefa Czechowicza, w opracowaniu Seweryna Pollaka i Jana Śpiewaka. Ponieważ zainteresowały mnie te wiersze, zadzwoniłem do Śpiewaka, by podziękować za przypomnienie Czechowicza i piękny wstęp. Zaprosił mnie do domu i wtedy poznałem Jana, Annę oraz ich dwóch synków, którzy bawili się w dziecinnych łóżeczkach. Od tego czasu zaczęła się nasza znajomość. Często wzajemnie zapraszaliśmy się. Dużo rozmawialiśmy o literaturze, o wierze. Byłem zdziwiony, gdy okazało się, że uważają się za ludzi niewierzących. Kiedy zamieszkałem u sióstr Wizytek w Warszawie, tam również mnie odwiedzali. Niespodziewanie Jan Śpiewak zachorował na raka. Kilkakrotnie byłem u niego w szpitalu. Zawsze zastawałem tam czuwającą Annę. Pogrążona w cierpieniu, wydawała się nikogo nie dostrzegać. Czasem wracaliśmy razem ze szpitala. Był to z pewnością najtrudniejszy okres w jej życiu. Modliłem się przy Janku, kiedy był już nieprzytomny. Wiem, że dla niego było to ważne. Anna wspomina o tym w swoim „Notatniku”: „Janek leżał na łożu śmierci, już nieprzytomny. Ksiądz Jan Twardowski modlił się przy nim półgłosem. Gdy ksiądz wyszedł, Janek obudził się i powiedział nagle wyraźnie: - Ksiądz się modlił. Jestem szczęśliwy. Teraz, gdy rozpamiętuję ten czas, jego słowa wydają mi się istotne. Było to wyznanie wiary. W przeciwieństwie do mnie, Janek zawsze był naturalnie wierzący. I może czasem tyle tylko trzeba, by wraz z całą męką konania człowiek został zbawiony.” Byłem przy Janie kiedy umierał. Namaszczałem go. To wydarzenie wstrząsnęło Anną do głębi, tak, że nagle inaczej zobaczyła świat. Cierpienie zawładnęło nią do tego stopnia, że szybko zrozumiała, iż musi z nim walczyć. Pamiętam, jak ogarnięta ciemnością przychodziła do kościoła sióstr Wizytek. Potrzebowała rozmowy i właśnie w tym czasie zaprzyjaźniliśmy się. Często jeździliśmy na grób Jana na Powązki. Wędrując od grobu do grobu rozmawialiśmy o wierze, Bogu, fragmentach Pisma Świętego, o liturgii, a także o literaturze. Nigdy nie zabrakło nam tematów. Było w tym coś niezwykłego. Odwiedzaliśmy nie tylko groby bliskich, znajomych czy pisarzy, ale także te zapomniane i opuszczone. W Annie zaczęła budzić się wiara. Byłem świadkiem jej nawrócenia i wzrostu w wierze. Ze wzruszeniem przeczytałem w „Notatniku”: „Już dziesięć lat tak chodzimy wśród grobów. Ksiądz Jan przyniósł na grób Janka pęk bzu. Zdziwiłam się, że jeszcze istnieje bez. My idziemy, odchodzimy, a kwiaty zostają takie same i noszą takie same imiona.” Może nasza przyjaźń przyczyniła się do jej nawrócenia, ale to nie ja ją nawracałem. Ja nie umiem nawracać. Pan Bóg nawraca. „Nawracajcie się” - napisałem taki wiersz. I przed nawróceniem, i po nawróceniu Anna była mądrym człowiekiem. Poszukując Boga, bardzo wiele wymagała od siebie. W swoim „Notatniku” pisała: „Powierzyć się Rozumowi przekraczającemu nasz rozum i Światu przekraczającemu nasz świat. Nie zacieśniać się do naszych ludzkich ograniczeń. Jeśli nie możemy z nich wyjść, to przynajmniej miejmy świadomość ich niewystarczalności (...). Wierzyć to szalony trud, to ciężka praca. Nigdy tego nie rozumiałam tak, jak dzisiaj”. Ta przemiana, dogłębna i wszechstronna, nie mogła ominąć jej twórczości. Słowa służyły już nie tylko zapisywaniu dzień po dniu cierpienia, ale i były próbą pokonywania rozpaczy. Anna inaczej teraz pojmowała zadania sztuki. Nie pragnęła powiększyć swojego dorobku o nowe wiersze. Wiedziała bowiem, że żaden wiersz nie jest w stanie oddać prawdy ludzkich doświadczeń. Sięgała jednak po pióro, by nazwać swój niepokój i wyrazić z trudem odnajdywaną nadzieję. Każde wypowiedziane słowo miało swoją wagę, zawierał się w nim ogromny trud człowieka poszukującego sensu. Coraz ważniejszy w życiu Anny stawał się Bóg. W swoich wierszach dawała świadectwo nawrócenia i przedzierała się przez ciemność ku światłu. Jej najważniejszą lekturą w tym przełomowym okresie stało się Pismo Święte. Było ono także najczęstszym tematem naszych rozmów. Podziwiałem głęboki i dociekliwy umysł Anny. Razem czytaliśmy i tłumaczyliśmy Ewangelię. To się rzadko zdarza, by czytać z kobietą Ewangelię. Anna była człowiekiem niezwykle wrażliwym na potrzeby ludzkie. Była dobrą i czułą matką. Dbała o to, żeby „wydobyć na powierzchnię” zapomnianych poetów. Ożywiała pamięć o umarłych. Była niezwykłą i świętą kobietą. Mogę powiedzieć - taki murowany człowiek, a jakże subtelny w przyjaźni. Takich ludzi już nie ma. Popularną poetką stała się dopiero pod koniec życia. Kiedy organizowano Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej w Warszawie, ona i ja zawsze braliśmy w nich udział. Pod koniec życia często zapraszano ją na spotkania w różnych kościołach. Teraz już nieboszczka, tylko, że straciła popularność. Tak się dzieje po śmierci... Człowiek umiera dwa razy. Raz, kiedy umiera naturalnie, a drugi raz, gdy umierają jego przyjaciele. Ale są takie chwile, że nagle odżywa o nich pamięć. Norwid po śmierci ożył, Przesmycki go odkrył. I po latach czyśćca poszedł do nieba. Nigdy nie czułem się mistrzem Anny. Po śmierci męża była bardzo dojrzała, bo każda śmierć bliskiej osoby jest progiem do dojrzałości. Potrzebowała jednak przyjaźni księdza, który często mówi o śmierci. W naszych relacjach istniała współpraca: Pan Bóg dawał Annie dojrzałość, a ja odgrywałem jakąś tam rolę towarzysząc jej w tej drodze. Anna Kamieńska była dla mnie darem od Pana Boga. Uważam, że nie ma spotkań przypadkowych. Bóg stawia człowiekowi na drodze przyjaciela i dopiero po pewnym czasie orientujemy się, co nam chciał przez niego powiedzieć. Poświęciłem Annie wiersz „Śpieszmy się”. Teraz jest najbardziej popularny, przydaje się na wesele, ślub i na pogrzeb. Słowa „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą” stały się niezmiernie popularnym aforyzmem. Niedawno usłyszałem je w zakrystii, dokąd przyszła młoda dziewczyna i powiedziała: - Proszę o ślub. Jak najszybciej. Spojrzałem na nią podejrzliwie i zapytałem: - Skąd ten pośpiech? - Słyszał ksiądz to powiedzenie: „Śpieszmy się...”? Spieszę się, żeby mi nie uciekł... Krążą legendy, że wiersz ten napisałem po śmierci Anny. To nieprawda, pisałem go kilka lat wcześniej. Napisała nawet odpowiedź na ten wiersz. Prowadziliśmy czasem dialog wierszami. Pewnego dnia niespodziewanie zachorowała na serce. Poszła do szpitala. Dostała świetny wynik, który pozwolił jej wrócić do domu. Trzymała w ręku świadectwo lekarskie i z tym świadectwem umarła: „Spieszyłam się a nie zdążyłam, kochać...” - oto jest odpowiedź Anny na mój wiersz. Miłość może być niewzajemna, taka nieszczęśliwa. Przyjaźń jest zawsze wzajemna, bo inaczej nie ma przyjaźni. Przyjaźń z Anną Kamieńską była dla mnie niezwykłą przyjaźnią. To była przyjaźń nadprzyrodzona. Jedyna i najważniejsza przyjaźń w moim życiu, taka szlachetna, duchowa. opr. ab/abWięcej wierszy na temat: Miłość « poprzedni następny » Kocham Cię, gdy patrzysz na mnie z pogardą kocham, choć wtedy myślę, że nie warto... Kocham Cię, gdy mnie okłamujesz i z wyrachowaniem cos po cichu knujesz Kocham Cię, kiedy mnie zwodzisz mówisz "nie mam czasu" i poprostu odchodzisz Kocham Cię, gdy na SMS-a nie odpisujesz pewnie Ci sie nie chce i mnie ignorujesz Kocham Cie, gdy się ze mnie nabijasz gdy razem z kimś u mnie sobie nawywijasz Kocham Cię, gdy nie chce Ci się mnie odwiedzić mam nadzieję, że wtedy tylko bredzisz Kocham Cię, gdyrobisz coś wbrew mojej woli KOCHAM CIĘ choć to w tych chwilach boli.... WIDZISZ?! KOCHAM CIĘ ZAWSZE!!!:* Dodano: 2007-01-07 21:20:58 Ten wiersz przeczytano 389 razy Oddanych głosów: 4 Aby zagłosować zaloguj się w serwisie « poprzedni następny » Dodaj swój wiersz Wiersze znanych Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński Juliusz Słowacki Wisława Szymborska Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński Halina Poświatowska Jan Lechoń Tadeusz Borowski Jan Brzechwa Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer więcej » Autorzy na topie kazap Ola Bella Jagódka anna AMOR1988 marcepani więcej »Twardowski Jan Ksiądz Jan Twardowski to urodzony latem 1915 roku w Warszawie polski poeta i twórca współczesnej liryki religijnej. Twórczość pisarza traktuje przede wszystkim o Bogu, ale bardzo mocno nawiązuje także do codziennych problemów szarego człowieka. Ksiądz Jan Twardowski to najbardziej znany i najbardziej uwielbiany współczesny polski poeta. Jednym z jego najbardziej znanych tomików wierszy jest „Tylko miłość się liczy.” Co to za wydawnictwo? Jakie wiersze Twardowskiego znaleźć można w książce „Tylko miłość się liczy”? Wiersze ks. Jana Twardowskiego Bogaty wybór wierszy Twardowskiego znaleźć można w księgarni internetowej Święty Wojciech. Przykładem może być wspomniany powyżej tomik „Tylko miłość się liczy.” Ta książka Twardowskiego o miłości była nominowana do „Bestsellerów Empiku” w latach 2013 i 2014 w kategorii „Poezja.” To niezwykle ciepła i mądra lektura na temat tego, jak dawać i przyjmować miłość. Poezja Twardowskiego odpowiada na pytania, takie jak: „Czym jest miłość”, „Skąd wiem, że Bóg mnie kocha? czy „Co w miłości jest najważniejsze?” Na uwagę zasługuje tutaj również piękna szata graficzna. To jednak nie jedyne wiersze Twardowskiego dostępne w asortymencie księgarni internetowej Święty Wojciech. Znaleźć można tutaj również rozmaite wiersze Twardowskiego dla dzieci, takie jak chociażby „Od ucha do ucha, czyli o uśmiechu i radości.” Książka ta odpowiada na wiele pytań związanych z radością, jak „Jak namówić smutną osobę, by się uśmiechnęła” czy „Czy do niemiłych ludzi trzeba się uśmiechać?” Dostępna jest ona w ozdobnej obwolucie komunijnej. Ks. Jan Twardowski Jaka jest biografia ks. Jana Twardowskiego? Urodził się on 1 czerwca 1915 roku w Warszawie. Był absolwentem polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i żołnierzem Armii Krajowej. W 1947 Twardowski ukończył seminarium duchowne i został księdzem. Twórczość ks. Jana Twardowskiego obejmuje zbiory poezji, takie jak: „Wiesze”, „Znak ufności”, „Zeszyt w kratkę. Rozmowy z dziećmi i nie tylko z dziećmi”, „Nie przyszedłem Pana nawracać. Wiersze 1939 — 85”, „Niecodziennik” czy „Nie martw się.” W swoich wierszach Twardowski opowiadał o Bogu, ludziach, przyrodzie oraz pochwale stworzenia. Bardzo często miały one charakter modlitwy. Dzieła Twardowskiego otrzymały szereg wyróżnień i były tłumaczone na wiele języków obcych. Jakie ciekawostki na temat ks. Jana Twardowskiego warto znać? Był on człowiekiem z ogromnym poczuciem humoru. Garść zabawnych anegdotek z życia księdza znaleźć można w książce „Niecodziennik.” Twardowski nosił pseudonim Ksiądz Jan od Biedronki. To właśnie on jest autorem, kultowego już, cytatu „Spieszmy się kochać ludzi — tak szybko odchodzą.” Podobne wpisy: Co tu począć? – kusa rada, Przyjdzie już nałożyć głową. Twardowski na koncept wpada. I zadaje trudność nową. «Patrz w kontrakt, Mefistofilu, Tam warunki takie stoją: Po latach tylu a tylu, Gdy przyjdziesz brać duszę moją, Będę miał prawo trzy razy. Zaprząc ciebie do roboty; A ty najtwardsze rozkazy. Musisz spełnić co do Interpretacja wiersza Jana Twardowskiego pod tytułem "Wierzę". Wiersze księdza Jana Twardowskiego, tak bardzo refleksyjne, zawsze mnie urzekały. Jego poezja często każe się nam zatrzymać w pogoni za światem, przypatrzeć życiu. Liryk, który spróbuję zinterpretować opowiada o wierze w Boga, a także o miłości z nią związanej. Znajdujemy w nim odpowiedź na dwa nurtujące ludzkość od wieków pytania. Podmiot liryczny mówi nam dlaczego mamy wierzyć i przede wszystkim jak to robić. Poeta nie posługuje się w wierszu wyszukanym językiem. Pragnie zostać zrozumiany przez jak największą liczbę osób. Pragnie udzielić nam wskazówek, podzielić się tym, co sam już odkrył. Dlatego nie znajdziemy tutaj wielu epitetów czy kunsztownych metafor. Napotkamy za to 30 milionów obłąkanych, dziewczynkę bez piątej klepki a także tych, którzy nie znajdują w życiu żadnego sensu. Dlaczego poeta umieścił w wierszu ludzi ułomnych i cierpiących? Na początku tekstu dostrzegamy zdanie Wierzę w Boga z miłości... Podmiot liryczny miał tutaj na myśli miłość do bliźnich. Ludzie ułomni, zapomniani i odepchnięci przez świat najbardziej tej miłości potrzebują. Ich należy kochać w szczególności, mówi poeta. To za nich właśnie powinniśmy się modlić. Kto wie czy znajdą właściwą drogę życia, czy w swoim cierpieniu będą mieli siłę, aby zwrócić się do Boga. Jednak podmiot liryczny nie tylko lituje się nad ludźmi potrzebującymi. Dostrzegamy także jego wdzięczność, dla wymyślających krople na serce, dla ciotek posiwiałych od dobroci czy chociażby dla tych, którzy radują się z ciągłego dawania i brania. Wdzięczność ta przepełniona jest miłością. Miłością do ludzi, która wypełnia także cały wiersz. Kochaj bliźniego jak siebie samego mówi dwunaste przykazanie. Trudno sobie o nim nie przypomnieć czytając utwór Wierzę. To właśnie miłość do bliźniego i wiara są tematem wiersza. Zwróćmy jednak uwagę na przykazanie miłości. Drugi jego człon brzmi: jak siebie samego. Nagle dostrzegamy, że przecież w wierszu podmiot liryczny nie mówi nic o miłości do samego siebie. On kocha miliony trędowatych, obłąkanych i jeszcze wiele innych osób, ale o sobie samym nie mówi nic. Poeta dodatkowo zastosował w wierszu liczne anafory, które także podkreślają mnogość wszystkich wymienionych w utworze potrzebujących ludzi. Osoba mówiąca w wierszu jest więc ogromnym altruistą. Nadmiar miłości dla innych, nie pozwala kochać mu siebie. To właśnie owa miłość każe mu modlić z się za innych, za tych, którzy jego zdaniem najbardziej tej modlitwy potrzebują, a także za tych, którzy w pełni na nią zasłużyli. Kochaj bliźniego, a nie siebie samego - tę oto prawdę stara się przekazać nam poeta. Jak więc mamy się modlić? Po prostu z miłością – mówi Jan Twardowski. W wierszu Wierzę znajdujemy także odpowiedź na pytanie: po co mamy wierzyć. Umiejscowiona jest ona w ostatnich dwóch wersach. Podmiot liryczny informuje nas, że gdyby nie wierzył, wszystkie wymienione w wierszu osoby osunęłyby się w nicość (poeta ma tu zapewne na myśli niebytowanie pośmiertne). Nasuwa się pytanie: jak to możliwe, że jeden człowiek mógłby sprawić, aby inni zaistnieli w pozagrobowym świecie? Nie człowiek, lecz jego wiara – brzmi odpowiedź. Wiara przecież czyni cuda. Wiara góry przenosi – głosi Biblia. Dlatego właśnie człowiek jest zdolny niejako zbawić innych ludzi. Wszystko zależy od siły jego wiary i od miłości z jaką się modli. Poeta nie chce uprawiać zdenerwowanej teologii (jak sam napisał w utworze Do samego siebie). Pragnie w jak najmniej skomplikowany sposób przekazać nam istotę wiary. Udaje mu się to doskonale. Piękno i jednocześnie prostota słów księdza Twardowskiego wzrusza i zadziwia, a trafność jego spostrzeżeń skłania do refleksji. Taki pełen miłości świat, przedstawiony w jego utworach, nabiera nowych kolorów, przepełnia optymizmem i ,,zaraża spokojem. Będziesz miłował Rozważania o przykazaniu miłości - Autor: Jan Twardowski - Będziesz miłował` to wybór rozważań o znaczeniu ewangelicznego przykazania miłości i w jego świetle o miłości człowieka do Boga i człowieka do człowieka. Autor
Wiersze od początku wywoływały w ks. Janie Twardowskim tyleż zakłopotania, co radości. Nie potrafił ich nie pisać, więc najpierw, jeszcze w szkole, ukrywał tę swoją – jak mawiał – „słabość”, aby nie wytykano go palcami, a po przyjęciu święceń kapłańskich długo zmagał się sam ze sobą, jak pogodzić te dwa powołania. Nie uważał siebie za poetę, ale za księdza, który pisze wydaje się tytuł jego debiutanckiego, jeszcze gimnazjalnego utworu, Skarga, i końcowe wyznanie: „Ach, po co śniłem plany / gdy snów nikt nie rozumie”. Poezja, ten szczególnym rodzaj rozmowy, z samej swojej natury otwarta na drugiego człowieka, często bywa odrzucana jako coś niezrozumiałego czy wymagającego od czytelnika zbyt wiele. Nierzadko się zdarza, że jej twórca czuje się wyobcowany nawet wśród najbliższych. Dlatego młody autor ukazywał siebie jako młodzieńca o „sercu […] cichym jak pacierz”, „we własny cień otulonym”, „na krawędzi życia i snu”.Potrafił wszakże – dodajmy – spojrzeć też z dystansem na własne próby poetyckie, jak choćby w „Poradniku literackim”, który prowadził w międzyszkolnym piśmie „Kuźnia Młodych”. Odpowiadając autorowi zagubionemu w rzeczywistych czy tylko subiektywnie odczuwanych lękach, napisał („KM”1934, nr 10):Kolego-autorze, więcej optymizmu! Optymizm to załamanie się w pryzmacie duszy ludzkiej słońca, twórczej potęgi Bożej, która we wszechbycie zawiera się i objawia – prościej można to powiedzieć w ten sposób: tylko lekarze nie każą się śmiać – bo śmiech to zdrowie, ale uczeń zawsze jest wesoły i zawsze śmieje się, nawet choćby był korepetytorem subiekta w składzie innej wypowiedzi („KM” 1934, nr 15), niejako potwierdzając, że potrafi śmiać się i z siebie, napisał:Kiedy mruczałem pod nosem jeden z ostatnich swoich wierszy, ojciec mój słuchał długo, potem na palcach przeszedł do drugiego pokoju i kładąc palec na ustach rzekł do matki mojej – „Pss, pss, Anielciu kochana, zdaje mi się, że za mało nam było pożyczki narodowej, jeszcze nam syn pierworodny zwariował”.Stosunek do poezji zmieniła – jak całe życie poety – wojna, zwłaszcza Powstanie Warszawskie, które było najważniejszym przeżyciem przed wstąpieniem do seminarium duchownego, a nawet – co ks. Twardowski wielokrotnie podkreślał – zadecydowało o przyjęciu powołania. Wtedy właśnie narodził się przyszły ksiądz i autor zupełnie innych już utworów, które określiły jego dojrzałą – jak to nierzadko bywa – wyprzedziły dojrzewanie i do kapłaństwa, i do twórczości na miarę talentu, jaki otrzymał od Stwórcy. Pojawiły się jednak – o czym już pisałem – nowe wątpliwości: czy można pogodzić dwa powołania, czy raczej oddać siebie całego Chrystusowi i stać się narzędziem w Jego jednym z wczesnych kapłańskich liryków, będących zapisem owych rozterek, czytamy:I Obym nigdy nie układał litaniichoć najpiękniej nie nazywał Boga –bo to wszystko próżność, garść prochu –inna wiedzie ku Niemu droga[…]— Obym nigdy nie układał litanii…Bardzo interesujące w tym kontekście wydają się zwłaszcza mało znane wiersze z drugiej połowy lat czterdziestych, niewłączone do żadnego ze zbiorków poetyckich:[…]Że właśnie taki dzień, że właśnie takie dniezmęczenia w oczach cień, spokoju trochę w śnie –że wiśni pełen sad, że wolna droga w światmaleńki, opuszczony, w Powstaniu obtłuczonyPan Jezus zamyślony powtarza – Rzucisz mnie –— Że właśnie taki dzień…Niedawny student polonistyki i powstaniec nie skorzystał z „wolnej drogi w świat”, lecz z różańcem w ręku – jak napisał w pierwszym opublikowanym pod własnym nazwiskiem, już po wstąpieniu do seminarium duchownego, utworze – zatytułowanym właśnie Różaniec – dał się ogarnąć „całemu żarowi modlitwy późnego powołania”, by wyznać: „Przed własną tajemnicą przyklękam taki mały…”.W wierszu O jednym z pacierzy zapewniał, że zarówno w życiu, jak i twórczości pozostanie na zawsze wierny Chrystusowi:pięknych drukować –na klęczkach będę szeptać Ci jeszczewzbronione słowa— O jednym z pacierzyMusiało wszakże minąć niemało czasu, zanim ks. Twardowski pokonał powracające wątpliwości. Był kapłanem i to powołanie, wprawdzie późniejsze niż twórczość poetycka, uważał za najważniejsze w swoim życiu. Bardzo przeżywał słowa Chrystusa skierowane do najbliższych uczniów, zapisane w Ewangelii według św. Jana: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje” (J 15, 16). Wprawdzie – by odwołać się do słów Jana Pawła II z książki Dar i Tajemnica – i powołanie kapłańskie, i artystyczne są darem Stwórcy, jednak nic nie może się równać z tytułem przyjaciela Chrystusa, a tak właśnie Zbawiciel nazwał swoich uczniów: „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15, 15).Dopiero utwierdziwszy się w przekonaniu, że „wiersze mają swoje posłannictwo, torują na swój sposób drogę Łasce”, ks. Twardowski uznał je za jedną z form posługi duszpasterskiej. Miał, oczywiście, świadomość, że nie do wszystkich dociera ten rodzaj wypowiedzi: „Wiersze […] przemawiają do pewnych tylko ludzi wrażliwych na wiersze. Ci wrażliwi mogą być nieliczni, ale ponieważ są wrażliwi, są bardzo ważni, ważniejsi od licznych niewrażliwych” – tego już nie można wytłumaczyć inaczej, niż sięgając do istoty poezji…Najgłębiej – jak sądzę – ukazał ten problem Karol Wojtyła, który, podobnie jak ks. Jan Twardowski, był przekonany, że tylko język poetycki jest w stanie przeniknąć próg Tajemnicy, wyrazić to, co w inny sposób jest niewyrażalne. Na tej prawdzie, leżącej u źródeł poezji, oparli swoją twórczość wielcy mistycy, ale w języku dyskursywnym wyrazili ją dopiero symboliści, mówiąc, że „poezja to wyrażanie niewyrażalnego”.Jeszcze w poezji Adama Mickiewicza – mam na myśli Drogę nad przepaścią w Czufut-Kale z Sonetów krymskich – znajdujemy znamienne wyznanie:MirzaZnów pacierz, opuść wodze, odwróć na bok lica,Tu jeździec końskim nogom swój rozum powierza:Dzielny koń! Patrz, jak staje, głąb okiem rozmierza,Uklęka, brzeg wiszaru kopytem pochwyca,I zawisnął. – Tam nie patrz! Tam spadła źrenica,Jak w studni Al-Kairu, o dno nie ręką tam nie wskazuj, nie masz u rąk pierza;I myśli tam nie puszczaj, bo myśl jak kotwicaZ łodzi drobnej ciśniona w niezmierność głębiny,Piorunem spadnie, morza do dna nie przewierci,I łódź z sobą przechyli w otchłanie a ja spojrzałem! Przez świata szczelinyTam widziałem – com widział, opowiem – po śmierci,Bo w żyjących języku nie ma na to głosu.— Droga nad przepaścią w Czufut-KalePoeta znakomicie uchwycił tu sytuację człowieka, który sięgnął poza zasłonę rzeczywistości, a choć – powtórzmy – „w języku żyjących” nie znalazł jeszcze „na to głosu”, nie ustawał w wysiłkach, by sięgnąć nieznanego, odkryć iście boską tajemnicę łączenia słów w wielkie metafory, poruszające obrazy przybliżające niepojęte Wojtyła w swojej młodzieńczej twórczości nawiązał do św. Jana od Krzyża, hiszpańskiego mistyka, który jak nikt wcześniej potrafił utrwalić w słowie spotkania człowieczej duszy z Chrystusem. Doświadczenia mistyczne zapisał w czteroczęściowym traktacie: Droga na Górę Karmel, Noc ciemna, Pieśń duchowa, Żywy płomień miłości, poprzedzając każdą z owych części osobnym poematem, jakby na potwierdzenie wyjątkowej roli poezji. Przyszły papież, który poświęcił Doktorowi Nocy rozprawę doktorską Zagadnienie wiary w dziełach św. Jana od Krzyża, podjął próbę wyjaśnienia niezrozumiałego dla wielu zestawienia poezji i traktatu teologicznego, zważywszy na to, że język tych dwu rodzajów wypowiedzi różni się zasadniczo. W opublikowanym wówczas artykule O humanizmie św. Jana od Krzyża („Znak” 1951, nr 27, s. 8) napisał:Poezja niewątpliwie UŁATWIŁA Autorowi wiele w tej dziedzinie, która ani w ramach POTOCZNEGO PROZAICZNEGO JĘZYKA, ani w więzach ściśle NAUKOWEJ TERMINOLOGII nie da się WSPÓŁRZĘDNIE wyrazić. [podkr. – uwagę na wyróżnione słowa. Na pewno wielu, a nawet większość z nas, nie potrafiłoby się zgodzić ze stwierdzeniem, że poezja cokolwiek „ułatwia”, bo tak też nie jest. „Ułatwia” – powtórzmy – jedynie wtedy, kiedy czegoś w inny sposób nie możemy wyrazić. Rezygnacja z tego rodzaju wypowiedzi spowodowałaby, że niemały obszar naszej rzeczywistości, zwłaszcza duchowej, pozostałby nieznany. Dlatego Karol Wojtyła uważał język poetycki za – raz jeszcze podkreślmy – WSPÓŁRZĘDNY z językiem potocznym i tym także nie jest łatwo się zgodzić, zważywszy na specyfikę mowy poetyckiej. Język potoczny i naukowy mają charakter POJĘCIOWY, to znaczy słowo nazywa konkretną rzecz, na przykład gdy mówimy „stół”, wiemy, co kryje się za tą nazwą, podobnie jak „krzesło”, „drzewo”, „książka”, „dziecko”, „człowiek” itd. Nie wszystko jednak można w ten sposób określić. Co kryje się za słowami „miłość”, „przyjaźń”, „wiara”, „ufność”, „Bóg”?Próbując wyrazić z jednej strony coś, co nas nieskończenie przerasta (jak Bóg), a z drugiej najsubtelniejsze uczucia, stany wewnętrzne człowieka, poeci stworzyli jedyny w swoim rodzaju „alfabet”; nie z liter, a osobnych słów, łączonych w niepojęty dla innych sposób, by choć PRZYBLIŻYĆ SIĘ do Tajemnicy. Zdanie: „Lśniła bzu zapachem cisza” łamie wszelkie zasady logiczne, a przecież tworzy jakże pojemny, pełen znaczeń obraz poetycki. Nie zawsze, oczywiście, zestawienia słów przynoszą nowe sensy, bo też nie istnieje jakaś określona zasada owych szczególnych połączeń, które są równie tajemnicze, jak… miłość, zespalająca zupełnie obcych sobie ludzi w doskonałą jedność, że – by sięgnąć do słów z Biblii – stają się jednym ta dostępna jest jedynie artystom obdarzonym przez Stwórcę talentem, którego nie można ani kupić, ani się nauczyć. Jan Paweł II, związany z twórcami – jak wyznał – „doświadczeniami […], które pozostawiły niezatarty ślad w moim życiu”, napisał w słynnym Liście do artystów z 4 kwietnia 1999 roku:Nikt nie potrafi zrozumieć lepiej niż wy, artyści, genialni twórcy piękna, czym był ów pathos, z jakim Bóg u świtu stworzenia przyglądał się dziełu swoich rąk. Nieskończenie wiele razy odblask tamtego doznania pojawiał się w waszych oczach, artyści wszystkich czasów, gdy zdumieni tajemną mocą dźwięków i słów, kolorów i form, podziwialiście dzieła swego talentu, dostrzegając w nich jakby cień owego misterium stworzenia, w którym Bóg, jedyny stwórca wszystkich rzeczy, zechciał niejako dać wam udział. […]Pierwsza stronica Biblii ukazuje nam Boga jako poniekąd pierwowzór każdej osoby, która tworzy jakieś dzieło: w człowieku twórcy znajduje odzwierciedlenie Jego wizerunek Stwórcy. Tę więź ukazuje szczególnie wyraźnie język polski dzięki pokrewieństwu między słowami „stwórca” i „twórca”.Jaka jest różnica między „stwórcą” i „twórcą”? Ten, kto stwarza, daje samo istnienie, wydobywa coś z nicości […] i ten ściśle określony sposób działania jest właściwy wyłącznie Wszechmogącemu. Twórca natomiast wykorzystuje coś, co już istnieje i czemu on nadaje formę i znaczenie. […]W „twórczości artystycznej” człowiek bardziej niż w jakikolwiek inny sposób objawia się jako „obraz Boży” i wypełnia to zadanie […]. Boski Artysta, okazując artyście ludzkiemu łaskawą wyrozumiałość, użycza mu iskry swej transcendentalnej mądrości i powołuje go do udziału w swej stwórczej mocy. […]Dlatego artysta, im lepiej uświadamia sobie swój „dar”, tym bardziej skłonny jest patrzeć na samego siebie i na całe stworzenie oczyma zdolnymi do kontemplacji i do wdzięczności, wznosząc do Boga hymn że od majestatycznego hymnu uwielbienia rozpoczął swoją polską twórczość nasz pierwszy wielki poeta Jan Kochanowski i ta jego pieśń, Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary, do dziś pozostała żywa, rozbrzmiewa we wszystkich jednak ów hymn mógł powstać, autor musiał być przekonany, że jedynie w ten sposób najpełniej wypowie wielkość niepojętego, nieogarnionego Boga, co wiązało się z niebywałym poczuciem mocy twórczej oraz świadomości, że został nią obdarowany przez Niego samego. Jan z Czarnolasu był poetą epoki sprzed wielkiego kryzysu światopoglądowego przełomu szesnastego i siedemnastego stulecia, po którym Europa nigdy już nie powróciła do dawnej jedności, coraz bardziej zatracając swoją duchowość. Człowiek, przekonany o własnych możliwościach i niezmąconej harmonii świata, zbyt wiele – można powiedzieć – przyjął na swoje barki, aż się ugiął, „wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie” (Mikołaj Sęp Szarzyński, Sonet III). Niepewność co do własnej kondycji nie pozostała bez wpływu zarówno na myśl filozoficzną, jak i twórczość artystyczną. Nawet spory z Panem Bogiem wynikały raczej z ludzkiej bezradności niż siły. Dlatego sztuka kolejnych epok odchodziła coraz dalej od rzeczywistości sakralnej, w najlepszym razie zamykając się w kręgu tym też kontekście należy widzieć wątpliwości zwłaszcza kapłanów co do uprawianej twórczości. Ks. Jan Twardowski nie był pierwszym z nich, wystarczy przywołać przykład św. Brata Alberta, który jako artysta malarz Adam Chmielowski odniósł niemałe sukcesy, lecz ostatecznie w całości oddał się służbie wśród najbardziej opuszczonych, znajdujących się na marginesie życia społecznego, nierzadko z własnej winy. Podobne dylematy przeżywali Jerzy Liebert i jego ukochana Agnieszka. Autor Wyboru i wielu innych znakomitych wierszy nie potrafił porzucić poezji, jego wybranka zaś poszła inną drogą – wstąpiła do zakonu i resztę życia poświęciła pracy z dziećmi ociemniałymi w Twardowski nie tylko nie odszedł od poezji, ale właśnie w wierszach najpełniej wyraził podziw dla Stwórcy i dzieła stworzonego, określiwszy najpierw swoje widzenie kapłańskiego powołania. W jednym z najpiękniejszych liryków, wspomnianym już O wróblu, czytamy:Nie umiem o kościele pisaćo namiotach modlitwy znad mszy i ołtarzy[…]o oku Opatrznościktóre widzi orzechy trudne do zgryzienia[…]lecz o kimśskrytym w cieniuco nagle od łez lekki gorący jak lipiecodchodzi przemieniony w czułe serce skrzypieci o tobie niesforny wróbluco łaską zdumiony –wpadłeś na zbitą głowędo święconej wody— O wróbluOdrzucił tym samym wszelki schematyzm w posłudze duszpasterskiej, poszukując – można powiedzieć – mniej oficjalnych form wypowiedzi. Zamiast ubolewać nad „orzechami trudnymi do zgryzienia”, potrafił cieszyć się z każdego, kto odchodził od konfesjonału pojednany z Bogiem – powtórzmy – „od łez lekki gorący jak lipiec”, „przemieniony w czułe serce skrzypiec”. Takiego widzenia nie mógł nauczyć się na zajęciach z homiletyki, raczej wynikało to z jego wrażliwości. W słynnym Wyjaśnieniu napisał w:Nie przyszedłem pana nawracaćzresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania[…]po prostu usiądę przy panui zwierzę swój sekretże ja, ksiądzwierzę Panu Bogu jak dziecko— WyjaśnienieKońcowy fragment nie pozostawia wątpliwości, że Autor nie zaniedbał niczego ze swego powołania, tylko postanowił inaczej je realizować. Nie chcąc naruszyć wolności swego rozmówcy, po prostu „zwierzył” mu „swój sekret”: mimo iż jest księdzem, wierzy „Panu Bogu jak dziecko”. Odwołanie się do wiary dziecka ma swoją wagę. Bodaj wszyscy w tym okresie kochaliśmy Pana Boga miłością – by sięgnąć po cytat z Dzieciństwa wiary – „tak czystą że karmiła Boga”.Charakterystyczny wydaje się dystans księdza-poety do kazań, które są szczególnym elementem duszpasterskiej posługi; można nimi – jak w ogóle słowem – zarówno pozyskać słuchaczy, jak i łatwo ich zniechęcić. Stąd w wielu wczesnych wierszach ks. Twardowski powracał do nich, by przywołać utwór pod tytułem, nomen omen, O kazaniach :O jakże już nie znoszę wszystkich świętych kazań,mądrych, dobrych, podniosłych, pobożnych i słabychKiedy głoszę je, czasem urwałbym w pół zdaniai brewiarz mówił w sadzie, gdzie jabłek powabyInna rzecz – dzieci uczyć, pacierz przypominać,grzesznikom w twarz popatrzeć i nie mówić słowa[…]— O kazaniach„Poznacie ich po ich owocach” (Mt 7, 16) – to zdanie z Ewangelii według św. Mateusza byłoby najbardziej zwięzłym komentarzem do podobnych utworów. Autor, absolwent uniwersyteckiej polonistyki, zapewne miał w pamięci znane powiedzenie z Szekspira i Wyspiańskiego: „słowa, słowa, słowa”, stąd nie chciał, by posługa duszpasterska jedynie do słów się tych najwcześniejszych wierszach nie sposób oddzielić poety od kapłana, czego wymownym przykładem jest to wyznanie:Żeby móc tak nareszcie uprościć,jedną miłość wybrać z wielu miłości,jedną przyjaźń najbardziej prawdziwą,z zim na łyżwach – tę jedną szczęśliwą,z psów kudłatych – najwierniejsze psisko,z prac doktorskich – jasną nade wszystkoTo bliziutko już od tej prostotydo jedynej za Bogiem tęsknoty— Żeby móc tak nareszcie uprościć…To wiersz niejako programowy, wskazujący drogę do szczęśliwego życia blisko Boga, a więc – w przypadku ks. Twardowskiego – do spełnionego kapłaństwa i twórczości poetyckiej, w której najtrudniejszą sztuką jest prostota. Jednym z ulubionych słów ks. Twardowskiego było „ubóstwo”, „ubogi”. Stworzył nawet swoistą etymologię tego słowa: „ubogi” to ktoś, kto nic nie posiada, bo wszystko ma „u Boga”; sam o to właśnie prosił:Daj nam ubóstwo lecz nie wyrzeczenieradość że można mieć niewiele rzeczyi że pieniądze mogą być jak świniei daj nam czystość co nie jest ascezątylko miłością – tak jak życie całei posłuszeństwo co nie jest przymusemale spokojem gwiazd co też nie wiedzączemu nad nami chodzą wciąż po ciemku[…]— Daj namKsiądz, który modlił się, „żeby nie być taką czcigodną osobą / której podają parasol / wysyłają do Rzymu” (Gorętsza od spojrzenia), w twórczości literackiej od „wierszy krzykliwych siebie pewnych” wolał „nieśmiałe i bose”, „przemilczane”, ale „łaski pełne”.Powyższy tekst jest fragmentem książki Waldemara Smaszcza pt. „Serce nie do pary. O księdzu Janie Twardowskim i jego wierszach”:Waldemar Smaszcz„Serce nie do pary. O księdzu Janie Twardowskim i jego wierszach”44,90 zł
Koszykowej 20, w której urodził się Jan Twardowski. Maska pośmiertna i odlew prawej dłoni w mieszkaniu ks. Jana Twardowskiego przy klasztorze sióstr wizytek w Warszawie. Jan Jakub Twardowski (ur. 1 czerwca 1915 w Warszawie, zm. 18 stycznia 2006 tamże) – polski duchowny rzymskokatolicki, prałat honorowy Jego Świątobliwości, poetaNowa książka Remigiusza Mroza. Rodzina Monet - wszystko co musisz wiedzieć. Pokaż więcej. Książka Tylko miłość się liczy autorstwa Twardowski Jan, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie 23,29 zł. Przeczytaj recenzję Tylko miłość się liczy. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze!